Niekoniecznie spontanicznie
W listopadzie lub w grudniu zaczynamy się zastanawiać, co chcemy przeżyć w trakcie następnych wakacji i jak zgrać nasze pragnienie z terminem urlopu. Tak było również i przed tymi wakacjami, czyli w końcówce starego 2008 roku.
Byliśmy zgodni, że chcemy przeżyć ORAR I stopnia. Grześ jest naszym wyszukiwaczem rekolekcji na ogólnopolskiej stronie domowego kościoła. ORAR był, lecz nie mogliśmy go zgrać z terminem naszego urlopu. Poszukiwania ruszyły w głąb diecezjalnych stron internetowych i ... odniosły skutek ... mój mąż znalazł ORAR I i II stopnia na stronie diecezji kamieńsko-szczecińskiej. Wysłaliśmy nasze zgłoszenie. Oczekiwanie… Jeżeli w Bożym Planie jest, abyśmy przeżyli te rekolekcje, to pojedziemy do Krajnika Górnego. Radosna wiadomość przybyła w marcu - jedziemy! Termin wyjazdu zbliżał się coraz szybciej, a nas trapiła jedna myśl - żeby tak i dziecię pojechało w tym samym terminie. Dwa lata wcześniej jechaliśmy na dwójkę i Pan tak zrządził, że w tym samym czasie nasze dziecię również jechało na swoją dwójkę. Rozmawialiśmy, wzdychaliśmy do Boga, dobrze by było, jakby się to powtórzyło… Nie chcieliśmy zostawiać z babcią dorastającego młodzieńca, ten pomysł był przerabiany w zeszłym roku i trochę się nie sprawdził. I wiecie co? Nasze wzdychania dały skutek, Piotr z KODA zawiadomił nas, że ma propozycję pojechania jako animator do Starej Wsi. Pojechał. My również ruszyliśmy w swoją drogę - kierunek Krajnik Górny.
Na początku nie zauważyłam kościoła, gdyż szukałam na drodze dojazdowej wysokiej wieży kościelnej, a znalazłam przepiękny mały kościółek, który jest wprost wymarzonym miejscem do modlitwy i kontemplacji. Cisza tego miejsca sprawiała, że zawsze czuło się obecność Boga. Nie wiem, czym to zjawisko wytłumaczyć, bo na zewnątrz śpiewały ptaki, a w środku w kościele i w naszej duszy - cisza. Wspaniałym przeżyciem stała się modlitwa wstawiennicza, podczas której powierzaliśmy Bogu nasze troki i kłopoty. Niezapomnianym przeżyciem był dialog małżeński oraz cudowne przeżycie godzinnej adoracji, w trakcie której trwała nasza rozmowa z Panem. Czas minął tak szybciutko, że byliśmy zdziwieni, kiedy zobaczyliśmy Jolę z Jurkiem – idących nas zmienić na adoracji. Przecież to my dopiero zaczęliśmy się modlić.
ORAR to jeden powrót do korzeni ruchu, do przykazania miłości. Dorotka z Willim przekazywali nam informację, jak być dobrym animatorem, jak spełniać posługę względem naszych współbraci, jak służyć i jak wypełniać diakonię, do której Pan nas powołuje. Skoro jednak powołuje, to i znajdzie rozwiązania dla naszych trudnych, beznadziejnych spraw i podpowie to, czego sami po ludzku nie rozumiemy. Trzeba zawierzyć i bezgranicznie oddać się w ręce Najwyższego.
Ks. Paweł to jeden wielki uśmiech, jego kazania zawsze zostawały w sercu i w umyśle, bez względu na to, czy było to kazanie podczas Mszy Świętej, czy krótka homilia podczas Jutrzni - refleksje nad słowem Bożym, nad własnym życiem, nad naszym małżeństwem. Bo miłość jest początkiem ... wszystkiego.
Jadąc na rekolekcje, nie wiedzieliśmy, że będą to spotkania międzynarodowe. Spotkaliśmy tam dwa małżeństwa z Niemiec. Serce się radowało, że ruch się rozwija, przyjechały młode małżeństwa, które chcą przejść przez życie w bliskości z Bogiem. Dzieci dodawały nam skrzydeł, że rośnie następne pokolenie, które wie, dla kogo warto żyć.
Długo pisałam świadectwo, bo różnie to wygląda z dostępem do komputera, ale powiem Wam jedno, Grześ szuka już rekolekcji na następny rok.
Beata i Grzegorz
